Obserwatorzy

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 4


Może są po pros­tu tyl­ko przy­jaciele, ludzie, którzy będą przy to­bie, kiedy ci coś do­lega, i po­mogą ci, byś nie czuł się zbyt sa­mot­ny. Może to ludzie, dla których war­to przeżywać strach, mieć nadzieję... i żyć. Być może są to ludzie, za których war­to um­rzeć, kiedy trze­ba. Nie ma dob­rych przy­jaciół. Nie ma złych przy­jaciół. Są je­dynie ludzie, których prag­niesz i z który­mi chciałbyś być - ludzie, którzy mają swo­je miej­sca w twoim ser­cu.”

~9 październik~
Perspektywa Jonathana
     Kierowałem się do wyznaczonej wcześniej kawiarni. Może to dziwne, ale nie mogłem doczekać się tego spotkania. Magda była jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Choć wiem, że niezbyt pała do mnie serdecznością, to i tak mam nadzieję, że uda nam się normalnie porozmawiać. W końcu dochodzę na miejsce. Od razu zauważam brak brunetki. Siadam przy jednym z wolnych stolików. Boje się, że kobieta się nie pojawi. Mimo to cierpliwie czekam. Mija dokładnie pół godziny i moja cierpliwość zostaje wynagrodzona. Magda kiwa głową na powitanie i siada naprzeciwko mnie.
-Cieszę się, że przyszłaś.
-Musiałam, bo jest ważna sprawa do załatwienia. To dotyczy Amelii. – na jej twarzy maluję się przejęcie. Ta sprawa musi być bardzo ważna.
-Słucham.
-Am zostawiła trzy listy. Dla mnie, jej córki, jest też dla ciebie. Zostawiła je u mnie i powiedziała, że w razie gdyby coś jej się stało, to te listy mają trafić do adresatów. – nie do końca dochodziło do mnie to co powiedziała. Dlaczego Amelia miałaby zostawić dla mnie list? Przecież już tak długo nie utrzymujemy kontaktów. Myślałem, że o mnie zapomniała. – mam go przy sobie. Nie możesz zwlekać z przeczytaniem go, ponieważ mniej więcej domyślam się, co tam jest napisane. Musisz, go przeczytać dopóki jesteś jeszcze w Polsce. To ważne, nie lekceważ tego. – po tych słowach zaczęła wstawać.
-Poczekaj. Może porozmawiamy.
-Wierz mi nie mam na to najmniejszej ochoty i czasu. – choć prawda była bolesna, to cieszyłem się, że zdobyła się na szczerość. Z żalem patrzyłem jak wychodzi.
Zawiedziony wróciłem do hotelu. Usiadłem wygodnie na łóżku i otwarłem kopertę, na której widniało moje imię. Zacząłem lekturę.

Drogi Jonathanie!
Pewnie dziwisz się dlaczego piszę ten list. Przecież przez te wszystkie lata bardzo się od siebie oddaliliśmy. Są pewne sprawy, które powinnam ci już dawno wyjawić, ale nigdy się na to nie zdobyłam, bo nie byłam na tyle odważna.
Po pierwsze. Bardzo za tobą tęsknie. Każdego dnia mam nadzieję, że pojawisz się tu w Polce i wszystko się ułoży, albo, że wykonasz choć jeden telefon z życzeniami świątecznymi. Jednak tak się nie dzieje. Może i to lepiej… Przez ten długi okres czasu, kiedy cię nie widziałam nadal bardzo cię kochałam. To uczucie jest tak silnie, że nie da się o nim tak po prostu zapomnieć.
Po drugie. W czasie kiedy ty wyjechałeś ja dowiedziałam się o tym, że jestem w ciąży. Być może już przypadkowo spotkałeś Victorię. To właśnie owoc naszej miłości. Powinnam ci o niej już dawno powiedzieć, ale nigdy nie byłam na tyle silna. Proszę cię zaopiekuj się nią. Choć może wydawać się twarda jak skała to ma ona tez uczucia. Potrzebuje miłości i ciepła. Szczególnie przez to, że cierpi na bulimie i samookaleczanie. Jeśli tylko będziesz mógł, to proszę cię przygarnij ją do siebie. Wiem, że tylko ty i Magda jesteście w stanie stworzyć dla niej dobre warunki dla życia. Magdzie nie chcę zawracać tym głowy.
To by było wszystko co chciałam ci przekazać. Pamiętaj, że życzę ci jak najlepiej i pragnę żebyś był szczęśliwy. Jeszcze raz proszę cię zaopiekuj się naszą córką, to jest dla mnie najważniejsze.
Zawsze kochająca
Amelia

        Czyli dziewczyna, którą widziałem na cmentarzu jest moją córką. Chyba dobrze o tym wiedziałem, ale nie chciałem dopuścić tej myśli do siebie. Zamiast tego wypchnąłem to z podświadomości i po prostu zapominałem.
        Ten list poruszył mną do głębi. Przez te wszystkie lata Amelia nadal mnie kochała. Miała nadzieję, że wrócę, a ja nie zrobiłem kompletnie nic. Rzuciłem się w wir pracy i zapomniałem. Teraz niestety jest już za późno. Wszystko stracone. Jedyne co mogę zrobić, to zaopiekować się naszą córkę. Wiem, że nie będzie to łatwe, ale mam pewne doświadczenie z nastolatkami, więc myślę, że dam sobie radę. Tylko teraz nasuwam mi się pytanie. Jak na tą wiadomość zareaguję dziewczyna? W ogóle mnie nie zna i będzie zmuszona przeprowadzić się do całkowicie innego i obcego miasta. Wątpię żeby była szczególnie zadowolona.
W życiu nie powiedziałbym, że choruję na bulimie, czy samookaleczanie. Wydawała się taka normalna, jakby nie dręczyły ją żadne problemy. Pomyśl Jace! A jak niby mają wyglądać takie dziewczyny? Mają chodzić ubrane jak Gotki i być cały czas przygnębione? Raczej nie. 

Perspektywa Magdy
W tym samym czasie.
-Hej kochanie! Już jesteś? – powiedział Frank widząc mnie w kuchni. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
-Tak. Nie mam najmniejszej ochoty rozmawiać z NIM. A poza tym jeszcze nie przeczytałam listu od Amelii.
-Myślę, że trochę go zawiodłaś, kiedy ostatnio go widziałem strasznie się cieszył, że się spotkacie.
-Musisz przyznać, że mu się należało.
-Może i tak, ale powinnaś dać mu szansę.
-Szkoda tylko, że ja mam inne zdanie. – po tych słowach wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do sypialni. Potrzebowałam spokoju.

Kochana Magdo!
            W większości chyba wiesz co znajduję się w tym liście, ale w razie gdybyś zapomniała wolę ci to powtórzyć.               
            Pierwsza i najważniejsza sprawa. Wiesz, że Victoria jest dla mnie wszystkim. Proszę cię nie pozwól aby trafiła do domu dziecka. Chcę żeby była szczęśliwa. Jeśli Jace nie zgodzi się jej przygarnąć, to proszę ci zajmij się nią. Kiedy skończy 18 lat będzie mogła z konta wypłacić pieniądze i kupić sobie własne mieszkanie, albo opłacić studia. Do tego czasu chciałabym, abyś o nią zadbała. Ona naprawdę potrzebuję dużo miłości i ciepła.
            Wiesz, że Cię bardzo kocham. Jesteś dla mnie tak ważna jak Vicky. Zawsze kiedy Cię potrzebowałam byłaś obok mnie. Spokojnie mogę nazwać Cię moją siostrą, której nigdy nie miałam. Cieszę się, że chociaż jednej z nas udało się w sprawach sercowych. Frak  jest dobrym facetem, dlatego dbaj o niego.
            Wiem, że na pewno wolałabyś, aby ten list był dłuższy, ale większość informacji już ci przekazałam, więc nie ma sensu tego powtarzać. Pamiętaj kocham Cię!
Amelia.

~10 październik~
Perspektywa Victorii
                Pierwsze co poczułam po przebudzeniu to okropny ból brzucha oraz moich kończyn. Żołądek po długiej przerwie jeszcze dobrze się nie przyzwyczaił do wymiotów, a moje nogi powyginane były pod różnym kątem. Dziwiłam się jak w ogóle mogłam tak spać. Nadal ledwo przytomna próbowałam znaleźć mój smartfon.  W końcu znalazłam go na podłodze, z cichym jękiem nachyliłam się jeszcze bardziej w tamtym kierunku i wzięłam przedmiot do ręki. Okazało się, że dostałam jedną wiadomość o trzeciej w nocy od Max’a.
Jeśli jednak byś czegoś potrzebowała, to daj znać. Spotkajmy się o 10, pójdziemy na jakąś kawę, OK.?
Uśmiechając się do siebie odpisałam chłopakowi.
Czyżby ktoś nie miał co robić? Lista randek się skończyła, a może dałeś sobie z tym spokój? ;)
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Dziwiłam się, że chłopak już nie śpi. Ostatnią wiadomość wysłał bardzo późno.
Moja lista randek jest tak długa, że chyba nigdy się nie skończy. Po prostu chcę spędzić miłe chwilę z przyjaciółką. Nie uważasz, że ostatnio bardzo rzadko się widujemy?- napisał
Skąd ta zmiana? Pewnie szkoda ci mnie, wiesz, że nie lubię kiedy ktoś się nade mną użala…;/
Dobrze wiem, obiecuję, że nie będzie mi ciebie szkoda. ;)
OK. w takim razie przyjdź po mnie o 9:45. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Już nie mogę się doczekać. Do zobaczenia xx
Po odczytaniu ostatniej odpowiedzi znów się uśmiechnęłam. Wprost uwielbiałam trzymać ludzi w napięciu, a szczególnie Max’a. Chłopak wielokrotnie próbował to zmienić, ale w końcu dał za wygraną. Stwierdził, że nikt nie wygra z moim uporem.
Podeszłam do mojej szafy i wyciągnęłam z niej rzeczy, które miałam zamiar założyć, a mianowicie: szare przecierane jeansy, tego samego koloru t-shirt z napisem do tego czarną kurtkę i buty. Właśnie w takiej stylizacji czułam się najlepiej. W łazience rozczesałam swoje poplątane włosy, na twarz nałożyłam krem poprawiający koloryt skóry, a rzęsy grubo wytuszowałam. W czasie przerw między tymi czynnościami co chwilę spoglądałam na żyletkę leżącą na umywalce. Strasznie kusiło mnie aby jej użyć. Zirytowana tym, że tak mały przedmiot jest w stanie zawładnąć nade mną schowałam ją do szafki. Byłam zadowolona z siebie, że udało mi się wygrać tą niemą walkę.
Schodząc po chodach na dół cały czas wmawiałam sobie, że moja mama poszła już do pracy i niedługo wróci. Próbowałam wypchnąć z mojej podświadomości, że już nigdy jej nie ujrzę.
W kuchni przygotowałam dwie kanapki z dżemem wiśniowym oraz kakało. Z jedzeniem powędrowałam do salonu i włączyłam telewizor. Akurat leciał program muzyczny i jakaś piosenka One Direction. Pośpiesznie zmieniłam program. Pewnie niedługo będę widziała ich przez większość dnia, po co mam to wszystko przedłużać. Coś czuję, że będę ich miała dość. Już tak jest. Oni są wszędzie. W Internecie, w radiu, w telewizji, na bilbordach. Gdzie się człowiek nie obejrzał oni tam byli. Można było dostać szału. Kompletnie nie wiem, co ci wszyscy ludzie w nich widzą. Tak jak inni są rozkapryszonymi gwiazdami. Ich fanki na okrągło powtarzają, że najbardziej kochają ich za to, że sodówka nie uderzyła im do głowy. Kompletnie się z nimi nie zgadzam. Wystarczy popatrzeć na ich ciuchy, samochody czy domy. Na pierwszy rzut oka widać, że od czasów swoich przesłuchań do X-factora bardzo się zmienili, ale głupie i zaślepione fanki wiedzą lepiej. Cieszę się, że nie udało im się mnie złapać w swoje sidła otumanienia.
Jak zawsze mój przyjaciel pojawił się punktualnie. Chciał mnie przytulić, ale szybko go odepchnęłam. Przecież miał się nade mną nie użalać. Zarzuciłam na siebie płaszcz i wyszliśmy na dwór, gdzie panował nieprzyjemny chłód wywołany wiatrem.
Po około 10 minutach doszliśmy do naszej ulubionej kawiarni o nazwie „Brown Caffe”. Od kiedy tylko pamiętam zawsze tu przychodziliśmy. Zaczęło się od tego, że starsza siostra Max’a pracowała tu i zawsze mieliśmy wszystko tańsze i choć Julia wyjechała na studia do Niemczech, to tradycja pozostała. Myślę, że to nie jedyny powód do tego, że tu wracamy, kiedy tylko tu człowiek wejdzie od razu ogarniają go wspomnienia i miła atmosfera, częściowo spowodowana palącym się drewnem w kominku i pięknym wystrojem.
Tradycyjnie podchodzimy do naszego ulubionego czteroosobowego stolika z widokiem na ulicę. Odruchowo spoglądam w tamtym kierunku. Nie widzę nic ciekawego. Same pędzące samochody i biegający ludzie. Na dodatek wszystko jest szare i ponure. Widząc ciemnoszare chmury mogę być pewna, że za chwilę zacznie padać.
Po niedługim czasie podchodzi do nas Dorota- tutejsza kelnerka. Ma ona 25 lat, średniej długości brązowe, proste włosy oraz duże orzechowe oczy. Zawsze chodzi radosna i uśmiechnięta. Czasami wdaje się z nami w pogawędkę, głównie z Max’em, bo ja nie jestem tak otwarta jak on na nowe znajomości.
-Cześć, co podać? – pyta dziewczyna.
-Hej, ja poproszę kawę i kawałek szarlotki. – powiedział mój przyjaciel.
-A ja tylko kawę.
-OK. za chwilę wracam. – mówi brunetka pisząc coś w notesie, potem odchodzi.
-No dalej mów o co chodzi, bo dłużej nie mogę wytrzymać z ciekawości. – mówi chłopak kiedy tylko zostajemy sami.
-Jakoś już nie chcę mi się o tym opowiadać.
-No weź Torii!!!
-Przecież tylko żartuję. Wiesz, że uwielbiam się z tobą droczyć. – mówię lekko się uśmiechając.
-No to nawijaj.
-Po pogrzebie dowiedziałam się, że matka zostawiła jakieś trzy listy. Okazało się, że dla mnie Magdy i mojego ojca.
-Pierdolisz! Twojego ojca?! Czy ja się przesłyszałem?– ze zdziwienia szeroko otworzył oczy, z resztą tak samo jak ja. Chyba nigdy w życiu nie słyszałam jak Maksymilian przeklina.
-Mówię serio. W moim liście głównie był poruszony jego temat. Okazało się, że już jako dzieci się znali, a później ze sobą chodzili. Mieli się pobrać, ale brakowało im kasy, a żadne z nich nie miało pracy. Dlatego Jace, bo tak ma na imię pojechał do Londynu, aby trochę dorobić. W międzyczasie mama dowiedziała się, że jest w ciąży, ale nic mu o tym nie powiedziała. W końcu Jonathan coraz rzadziej się z nią kontaktował, aż pewnego dnia przestał dawać jakiekolwiek znaki życia.
-WOW, serio!
-Wyglądasz na zawiedzionego.
-To przez to, że zawsze jako dziecko wyobrażałem go sobie jak jakiegoś super bohatera, który zostawił swoją rodzinę przez to, że musi ratować świat.
-Ale już nie jesteś dzieckiem i dobrze wiesz, że super bohaterowie nie istnieją.
-Pomijając mnie ten gatunek jest już na wymarciu. – powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ohoh ktoś tu ma za wysokie ego.
-Nie prawda. Wiesz może gdzie on teraz jest i czym się zajmuję.
-Aktualnie jest w Polsce.
-No co ty?!
-Pamiętasz tego dziwnego gościa z cmentarza, który szukał Magdy?
-To on?
-No. Wpisałam w Google jego imię i nazwisko, ale w życiu nie pomyślałabym, że wyskoczy tak dużo wyników.
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że jest jakimś tajnym agentem.
-Oh Max proszę cię od czasu do czasu użyj mózgu, to naprawdę nie boli. Gdyby nim był, jak sama nazwa wskazuję jest tajny, dlatego nie byłoby tyle o nim w necie. Na pewno ukrywałby się pod innym nazwiskiem.
-To kim on w końcu jest?
-Menagerem zespołu One Direction. – po tych słowach chłopak wybuchł śmiechem. Może dla niego to było zabawne, ale nie dla mnie.
-Przecież ty ich nienawidzisz. – wydyszał między przerwami napadów.
-No WOW, serio? Nie wiedziałam! Dzięki, że mnie o tym poinformowałeś. – rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
-Ale przecież to wcale nie oznacza, że będziesz musiała się z nimi spotkać.
-Właśnie jest na odwrót. W liście było napisane, że jeśli on mnie przyjmie to mam z nim zamieszkać w Londynie, bo niby mam nie zwalać się na głowę Magdzie. Jestem pewna, że ich spotkam, chyba będą musieli czasami przychodzić do swojego menagera, prawda?
-Chciałbym ci współczuć, ale raczej współczuję im. Kiedy się tam pojawisz, to będzie jedna wielka krwawa jatka. Pamiętaj, że kiedy tylko wydarzy się coś ciekawego, to dzwoń do mnie z relacjami. Chcę być na bieżąco.
-Hola, hola, to jeszcze nic pewnego. Na szczęście. Nie wiadomo, czy on się na to zgodzi.
-Wierz mi pewnie targają nim tak wielkie wyrzuty sumienia, że na pewno cię przygarnie pod swoje kochające, ojcowskie skrzydła.
-Przecież on nie ma skrzydeł. – odparłam podnosząc jedną brew do góry.
-Vic, przecież to taka przenośnia! Naprawdę mogłabyś częściej używać mózgu, to naprawdę nie boli.
-Ej, przecież to moje słowa.
-OK. cytuję słowa Victorii Star. Tak w ogóle to wiesz, że chyba będę za tobą tęsknił.
-Chyba?
-No dobra, na pewno. Vicky.
-Nie mów tak na mnie. Dobrze wiesz, że to mnie wkurza.
-Czasami lubię się z tobą poprzekomarzać.
-Ja przynajmniej nie mam na imię jak pies.
-Ja też.
-To co już zapomniałeś o tym co się stało w parku?
-Oświeć mnie, bo nie pamiętam.
-Pewna kobieta zawołała: „Max do nogi”, a ty się obróciłeś i powiedziałeś, że nie jesteś psem, żeby ona się tak do ciebie odzywała…
-Dobra, dobra pamiętam już.
-… potem jeszcze bardziej jej pyskowałeś, aż w końcu oberwałeś torebką.
-To bardzo bolało!!!
-Szkoda, że nie miałam wtedy aparatu. Na dodatek po chwili do kobiety podbiegł owczarek niemiecki, a tobie gały wyszły na wierzch. – na wspomnienie tego wydarzenie uśmiechnęłam się do siebie.
-Przestań mi o tym przypominać. Przez  to będę miał uraz do końca życia.
-Wiesz, jakoś nie wyobrażam sobie życia z dala od tych wszystkich miejsc i od ciebie.
-Oh na prawię się wzruszyłem!
-Ja mówię serio.
-Słucham, słucham nie codziennie zdarza się taka chwila, w której królowa Victoria mówi coś bez dogryzania.
-Już mi się jakoś odechciało tych wyznań. – wstałam i zaczęłam się kierować w stronę domu. Chłopaka to nie zdziwiło. Zawsze tak robiłam, kiedy uważałam, że rozmowa jest skończona, po prostu wstawałam i odchodziłam.

~ten sam dzień godzina 19~
Mimo, że pewnie nawet sąsiedzi słyszeli głośny hałas dochodzący z mojego domu, to mi niemiłosiernie ciążyła cisza. Cały czas w podświadomości miałam, że jestem sama w tym ogromnym domie potocznie zwanym szałasem. Kiedy z telewizora dobiegły do mnie pierwsze nuty piosenki Donatan- „Nie lubimy robić” jak najszybciej podbiegłam do odbiornika i wyłączyłam go. Nienawidziłam tej piosenki z całego serca. Nie dość, że jej słowa są niezrozumiałe to teledysk całkowicie do dupy. Nie miałam nic innego do roboty. Co prawda mogłabym wziąć się za odrabianie lekcji, albo naukę, ale nie miałam tego w zwyczaju, a moje oceny w ogóle mnie nie obchodziły. Prościej mówiąc wszystko miałam gdzieś.           
Jedyne zajęcie, które mogło oderwać mnie od tych chorych przemyśleń to malowanie. Poszłam do swojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to otworzyłam okno. Niektóre farby śmierdziały tak, że człowiek mógłby się udusić, a ja chyba tego nie chciałam. Niemal z nabożnością wzięłam pędzel w ręce i nakreśliłam pierwszą linię. Zanim to zrobiłam już dobrze wiedziałam co chcę namalować. Jak dziś pamiętam, że kiedy miałam sześć, a może siedem lat mama wzięła mnie w pewne piękne miejsce, które wyglądało jak opuszczony park. Wokół na drzewach jak i pod nimi można było dojrzeć różnokolorowe liście. Najbardziej w pamięci utkwił mi jedyna działająca latarni i posąg anioła, który pokryty był już lekko zielonawym nalotem, co świadczyło, że od dłuższego czasu już nikt nie dba o to miejsce, a szkoda. Obok latarni stała ławka. W rzeczywistości była pusta, ale ja postanowiłam, że umieszczę na niej mężczyznę w kapeluszu. Nigdy nie dowiedziałam się co to za miejsce i gdzie się ono znajduję. Wielokrotnie pytałam się o nie mamę, ale ona spoglądała tylko na mnie zdziwiona i mruczała pod nosem coś w stylu, że nie powinna mi pokazywać tego miejsca. W końcu dałam za wygraną. Wielokrotnie chciałam to miejsce odtworzyć na płótnie, ale dopiero dziś tak naprawdę udało mi się to zrobić do końca. Zawsze w swoim umyśle doszukiwałam się jakiejś dziury w pamięci, która nie pozwoliła mi kontynuować tego dzieła. Zadowolona po skończonej pracy spojrzałam na moją pracę. Gdzie nie gdzie dodałam jeszcze trochę pomarańczowej farby i gotowe.                 Spojrzałam na zegarek. Godzina 23. No nieźle. Tak bardzo wciągnęło mnie moje zajęcie, że nie zdawałam sobie sprawy jak ten czas szybko leci oraz jaki przejmujący chłód panuję w moim pokoju. Pośpiesznie zamknęłam okno i w mojej głowie znów zaczęły rodzić się różne myśli dotyczące mojej rodzicielki. Próbując to zignorować poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wychodząc spod kabiny ogarnął mnie nieprzyjemny chłód, który coraz częściej mi towarzyszył. Pośpiesznie wytarłam swoje wilgotne ciało i ubrałam piżamę składającą się z wygodnych spodni od dresu i spranego podkoszulka.
Po trzech godzinach dałam za wygraną. Nie mogłam zasnąć, dlatego wstałam, ze swojej szafki nocnej wyciągnęłam paczkę papierosów i wyszłam na balkon. Od dawna tego nie robiłam. Chyba inne czynności dawały mi większą ulgę. Większą ochotę miałam na przecięcie mojej skóry i patrzenia jak powoli krew ucieka z mojego organizmu, ale szybko odegnałam od siebie te myśli i skupiłam się na nikotynie, która wkradała się do moich płuc. Z zaciekawienie wpatrywałam się w różnorodne samochody przejeżdżające ulicami Warszawy. Oczywiście było ich o  wiele mniej niż za dnia, ale i tak ich ilość była imponująca. Czyli nie jestem jedyną osobą, która cierpi na bezsenność. Spojrzałam w górę na niebo. Czy moja matka tam jest? Niektórzy twierdzą, że dobrzy ludzie po śmierci idą do nieba. Inna teoria jest taka, że zmieniają się w gwiazdy, aby wspierać i obserwować swoich bliskich. Ja na ten temat nie miała zdania. Miałam tylko nadzieję, że moja rodzicielka nadal istnieje, że po śmierci jej dusza nie zamieniła się w pył wywiany gdzieś przez bezlitosny wiatr. Myślę, że dopóki ja o niej pamiętam ona też istnieje.  
Choć niebo nie jest zachmurzone, to przez wszystkie światła lamp widać je niewyraźnie. Postanowiłam, że jeśli kiedykolwiek znajdę się w takim miejscu, gdzie bez problemu je dojrzę, to namaluje je. W końcu nazywam się Star. Muszę być jakoś związana z nimi.

*******************************************************************

Hej!
Dość długo zastanawiałam się, czy dodać już ten rozdział czy nie. Normalnie od razu po napisaniu dodaję nowy, ale teraz tak nie zrobiłam. Dlaczego? Otóż statystyki rosną. Przybywa obserwatorów i wejść, ale liczba komentarzy maleje. I teraz pytanie dla was. Dlaczego? Czy zrobiłam coś źle, czy już piszę na prawdę aż tak źle, że nie da się tego czytać, a co dopiero komentować?  Wiem, że ok. 20 komentarzy to nie jest mało, ale czasami pojawiało się o wiele więcej. Rozumiem, że nie wszyscy mają czas aby cały czas komentować, ale nie wymagam od was referatów. Zwykłe podobało się czy nie i to wszystko. Oczywiście, że daje wam takie kazanie to nie znaczy, że przestanę pisać. W ogóle nie ma takiej opcji. Chociaż miałabym to publikować, dla zaledwie 1 osoby to nie poddam się, bo nie chcę jej zawieść. Po prostu bardzo zależy mi na waszej opinii. Niektóre rozdziały pisze parę dni, później wybieram do nich odpowiednie obrazki, czy gify. Nie powiem, że to jest łatwe, bo wtedy bym skłamała, a na końcu wychodzi, że niektórym osobą nie chcę się poświęcić nawet minuty aby zostawić jeden króciutki komentarz, który tak strasznie mnie uszczęśliwia. DLATEGO BARDZO PROSZĘ, KAŻDY KTO TO CZYTA NIECH SKOMENTUJĘ.
Dobra muszę trochę wyluzować. Być może trochę przesadzam, ale strasznie boje się, że powtórzy się sytuacja z mojego pierwszego bloga (już nie istniejącego), którego nie komentował kompletnie nikt. Tylko czasami ktoś wpadł, żeby trochę pospamować. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo mnie to bolało.
Sorry za te filozofię, ale ja już tak po prostu mam, że jak coś mnie gryzie to muszę to z siebie wyrzucić, bo inaczej będzie mnie to dręczyło przez bardzo długi czas.

Dla tych co jeszcze nie wiedzą założyłam nowego bloga. Nie jest to opowiadanie, ale będę zamieszczać tam moje przemyślenia na temat różnych rzeczy np: muzyka, czy moda. Postaram się coś napisać o 1D. --------->[klik]

Jeśli macie jakiekolwiek pytania do mnie lub bohaterów to możecie je zadawać tu:
http://ask.fm/StarLight12345

Tym, którzy komentują dziękuję z całego serca za miłe słowa. Gdyby nie wy pewnie już bym nic tu nie publikowała.

Pozdrawiam xx

34 komentarze:

  1. omomomomooo ...
    Rozdział jest supeerrr świetny <3
    I znów pozostaje czekanie mi na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest na prawdę piękny! Nie mogę się doczekać rozpoczęcia przygody Vicky z 1D, dlatego z niecierpliwością czekam i pozdrawiam :D
    Ada :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest zajebisty, i po co ty się zastanawiałaś czy go dodać. Ale dodałaś i bardzo dobrze zrobiłaś, bo jest rewelacyjny *.*
    Czekam na Cd, pozdrawiam <3
    P.s
    Na moim blogu turnback-time.blogspot.com pojawił się rozdział 2 , a na truly-deeply-love najnowszy rozdział już 9 :)

    OdpowiedzUsuń
  4. super opowiadanie! :-)
    już nie mogę doczekać się następnego rozdziału. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak Ty to dziewczyno robisz! Świetny rozdział <3
    Zazdroszczę, że tak fajnie piszesz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny *_* nie mogę się już doczekać pierwszego spotkania Vicky z 1D ;) strasznie mi się podoba ten rozdział, jest wspaniały tak jak każdy ;> pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. przepraaaaszam, ze nie komentuje, ale czytam ^^ nie mam niestety czasu na dlugi komentarz, za co baaaardzo przepraszam jeszcze raz, jednak no, wybaczysz, racja? :) rozdzial cudowny, przy tym gifie przedstawiajacy ulice zapelniona samochodami oderwalam sie na chwile od czytania i zamyslilam sie porzadnie hah :D co do pisania, to swietny rozdzial, super piszesz (: zycze duzo weny i pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  8. Super!
    Czekam nn!:)

    Blackerose :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Opowiadanie jest super :)
    Pisz dalej. Jestem ciekawa z którym chłopakiem będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. :) nie wiem co napisać... Może po prostu, że coraz ciekawsze jest to opowiadanie? Nie mogę się doczekać momentu spotkania jej z ojcem, czy wyjedzie czy zostanie, a jak wyjedzie, to czy zaprzyjaźmi się z chłopakami, czy jak to powiedział Max 'będzie to jedna krwawa jatka'?
    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały i życzę weny!!!!!! xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, czekam nn!

    Blackerose :)

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny *-* i następnym razem nie zastanawiaj się czy dodać czy nie. dodawaj od razu !!!
    /Maddie

    OdpowiedzUsuń
  13. To zaledwie 4 rozdział a ten blog już pokochałam < 3 czekam na więcej !!! ; ***
    zapraszam : wildworld69.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo mi się podobał :)
    Poczytałabym jeszcze.. *.*
    No cóż, czekam na kolejny <3

    letmefeeloursicklove1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Awww, świetne! :)
    Ja komentuję, komentuję!
    I jeszcze mam taką sprawę...
    Jakoś tak niewygodnie się czyta, gdy tekst jest wyśrodkowany...
    Chyba nawet lepiej wizualnie wygląda wyjustowany, więc może byś zmieniła? :P
    Nie nie narzucam, tylko proponuję. :)
    Jeszcze raz:
    Ogółem rozdział feeenomenalny! <3
    Czekam na kolejny i pozdrawiam! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. no jestem ciekawa co dalej z nią będzie, pisuj c:

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mogę się doczekać aż spotka 1D.Mam nadzieje ,że niedługo dodasz nowy rozdział :p

    OdpowiedzUsuń
  18. Uwielbiam Maxa! Dlaczego ona wyjeżdża i zostawia go w Polsce? Może on pojedzie z nią? :)
    A co do rozdziału to bardzo mi się podoba każda z perspektyw. Każda jest na swój sposób magiczna i wzruszająca. Cieszę się, że Vicky przezwycięża swój 'nałóg'. Oby tak dalej!
    Jestem głodna kolejnych rozdziałów. Pisz szybko, proszę!~:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Boski... czekam na hejty vicky skierowane do 1D. Haha, już nie mogę się ich doczekac, a blog jesy po prostu genialny. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  20. dziś niezwykle krótko i treściwie bo wręcz padam na twarz, bo wstrętnym dniu (tylko iść i się powiesić, dosłownie) rozdział jest bardzo fajny i chyba moim ulubionym na tym blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Chciałabym Cię poinformować, że zostałaś nominowana przeze mnie do The Best Blog Award :) Więcej informacji znajdziesz u mnie: neverloveyourself.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale próbowałam wymyślić jakiś długi i mający sens komentarz, lecz niestety jak zwykle nie wyszło mi.
    Rozdział jest Cudowny, Genialny, Zajebisty, Świetny, Fantastyczny, Fenomenalny, Perfekcyjny, Idealny, Wspaniały, Interesujący!
    Czekam na next i życzę Ci dużo weny!! *.*

    OdpowiedzUsuń
  23. Nominuję Cię do Liebster Award! Szczegóły u mnie: http://hungryeyesdarling.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetne opowiadanie! Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  25. czekam na kolejny rozdzial, piszesz swietnie<333

    OdpowiedzUsuń
  26. czekam na kolejny ! bardzo mi sie podoba. odwiedzam twój blog regularnie ! :)
    http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/ zapraszam nowy 9 ! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. KOCHAM KOCHAM , BOŻE... KOCHAM. <3


    http://szansazonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Genialny rozdział <3 Spodoabło mi się jak piszesz, tak pozytywnie inaczej :D
    Czekam na nexta :3
    Zapraszam na mojego bloga, właśnie pojawił się IV rozdział http://lovestorymyboys.blogspot.com/ :P

    OdpowiedzUsuń
  29. Cześć! Ostatnie dwa rozdziały są normalnie boskie! Przepraszam tylko, że trzeciego nie skomentowałam, ale dopiero teraz go przeczytałam oraz za komentarz z dużym opóźnieniem. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz. Jednak zdaję sobie sprawę, że jak założysz zakładką ,,czarna lista'' będę w pierwszej trójce, jak nie na pierwszy miejscu. Ciekawy pomysł z biologicznym ojcem jako menagerem One Direction. Wyczuwam akcję, gdyż Victoria jak sama powiedziała, nie przepada za nimi. Ciekawa jestem czy to się zmieni i w jaki sposób? Powiem Ci, że jesteś jedną z czwróki dziewczyn, których opowiadania czytam i chciałabym pisać w taki sposób jak one, w tym też Ty. Pozdrawiam, życzę głowy pękającej od pomysłów i czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Znalazłam przypadkiem twojego bloga i strasznie mi się spodobał ;)
    Będe czytac.! ;p
    Rozdział zajebisty, czekam na następny.! ^^
    Pozdrawiam Jula ;*
    + Zapraszam na mojego bloga :) http://i-just-call-to-say-iloveyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Super piszesz, naprawdę! Masz wielobarwny język i Twój blog bardzo mnie wciągnął. Gratuluję talentu!

    '' Wokół wszystko płonęło. W powietrzu unosił się gęsty, czarny dym, który z powodu swego ciemnego zabarwienia ograniczał pole widzenia. Dom ginął w płomieniach ognia, zostawiając po sobie jedynie zesmolone szczątki.
    Chłopak o jasnozielonych tęczówkach utkwił swe bezradne spojrzenie w oczach dziewczyny, z których wydobywał się ogrom łez. Harry przyciągnął ją do siebie, tak że ich ciał nie dzieliła już żadna przestrzeń.
    - Nie bój się - wyszeptał jej do ucha swoim aksamitnym głosem. ''

    SERDECZNIE ZAPRASZAM NA iskierka-nadziei2.blogspot.com i pięknie proszę o komentarz oraz jeżeli blog Ci się spodoba o dodanie się do obserwatorów :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    cherry xx

    OdpowiedzUsuń
  32. fajne opowiadanie, bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  33. super pisz dalej ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz, to bardzo wiele dla mnie znaczy xx