Obserwatorzy

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 14


„Nie widziałem Maleństwa już dosyć długi czas i jeśli go dzisiaj nie zobaczę, to ten czas będzie jeszcze dłuższy.”

Alan Alexander Milne - Kubuś Puchatek

~23 grudnia 2012~
              Spoglądając przez okno mojego pokoju nie mogę uwierzyć, że nadal nie ma tu śniegu. Przyzwyczajona jestem, że w Polsce ten biały puch pojawia się w prawie każde święta. Dzięki niemu tak na prawdę czułam, że jest to jakiś wyjątkowy okres, a teraz to straciło sens. Może i to lepiej, bo przynajmniej nie będę wspominać świąt spędzonych razem z mamą, Frankiem i Magdą. Nasze grono było małe, ale nigdy nie było takich świąt, które uważałabym za nieudane.
               Na domiar złego strasznie tęsknię za Max'em.  Jak zwykle codziennie ze sobą rozmawiamy, ale to już nie to samo. Do dziś pamiętam mocny uścisk jego ramion oraz to jak nikczemnie zniszczył moją fryzurę, a mimo to i tak nie potrafiłam się na niego złościć. Nawet nie wiem, w którym momencie mojego życia tak bardzo się z nim zżyłam. Chyba wtedy kiedy dowiedziałam się o zdradzie Damiana. Przysłowie "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie" jest jak najbardziej trafne. Czasami cieszę się, że wszystko tak się potoczyło, bo w innym przypadku może nasza przyjaźń nie byłaby na tak wysokim poziomie na jakim jest teraz.
                Przeglądam swoją walizkę, w celu sprawdzenia, czy na pewno wzięłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Właśnie dziś wyjeżdżamy do domku oddalonego około 50 kilometrów od Londynu. Mówiąc wyjeżdżamy mam na myśli: mnie, Jonathana i One Direction. Po kilkudniowych sprzeczkach, w końcu musiałam odpuścić, ale w zamian za to dostanę swój własny pokój, którego nie będę musiała z nikim dzielić.Spędzimy tam całe święta, później sylwestra, a w nowym roku wrócimy do Londynu.
               Ten pomysł wcale, a wcale mi się nie podoba. Jonathan cały czas ma nadzieję, że w końcu zaprzyjaźnię się z chłopakami. Może i nie nienawidzę ich z całego serca. Teraz już wiem, że ich życie wcale nie jest idealne, też mają swoje zmartwienia. Mimo to o przyjaźni nie ma mowy. Ostatnio skutecznie udawało mi się ich unikać. Jednak nie było to zbyt łatwe. Zamiast posadzić swoje dupska we własnych domach to przyłażą do mojego i tylko dodatkowo mnie denerwują.
                Moja nienawiść do blondyna pogłębiła się od czasu dziwnej sytuacji w jego domu. Staram się jak mogę nie zwracać na niego uwagi. Ilekroć spoglądam w jego tęczówki ogarnia mnie gniew. Na szczęście po ostatnim uczuciu nie ma ani śladu. Już zaczynałam martwić się, że ze mną jest coś nie tak, że się zmieniam. Możliwe, że wracało moje dawne "ja", ale czym prędzej odcięłam się od tego. Postanowiłam, że już nigdy więcej nie pokaże swoich uczuć. Już raz tak zrobiłam i co z tego wyszło? Zostałam zdradzona. Nie, stanowczo nie chcę przeżyć powtórki z rozrywki.
                 Biorę plastikową rączkę walizki i niechętnie wychodzę z pokoju. Od razu słyszę głośne krzyki dochodzące z dołu. Myślałam, ze po takim okresie czasu dam radę się do nich przyzwyczaić. Niestety, chyba nigdy to nie nastąpi. Nadal nie mieści mi się w głowie jak osoby, które już są pełnoletnie, które powinny coraz bardziej być dojrzałym one cofają się w rozwoju. Nie jeden dziesięciolatek zachowuję się poważniej od nich.
                  Słysząc te krzyki nie pomyślałam czego to może być źródłem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Louis oraz Harold leżący na Liam'ie, który w rękach kurczowo trzymał coś pomarańczowego, zapewne marchewkę. Zayn siedział na kanapie i złośliwie uśmiechał się w kierunku okna.. Podążyłam za jego wzrokiem. Zobaczyłam Irlandczyka, który żałośnie podskakiwał starając się dosięgnąć kanapkę zawieszoną na dość grubej nici. Domyśliłam się, że to sprawka mulata. Szczerze mówiąc to bardziej niedojrzałego zachowania nigdy w życiu nie widziałam. Myślałam, że za chwilę głowa mi pęknie od tego chaosu. Z prawej strony dobiegały mnie krzyki i pojękiwanie. "Oddaj mi marchewkę!". "Weź ode mnie tą łyżkę". Wszystko to mieszało się ze śmiechem Malika i uderzaniem stóp blondyna.
-Weźcie się uciszcie. - powiedziałam. Najwyraźniej dla nich to było jak bzyczenie muchy, bo ani jeden z nich nie zareagował.
-Kurwa mać!!!!!!!!!!! - no i nie wytrzymałam. Mimo tego, że zapewne w tym momencie zdarłam sobie gardło, to poskutkowało. Od razu wszystkie oczy zostały na mnie skierowany, a w pomieszczeniu zapanowała błoga cisza.
-Możecie robić co tylko chcecie. Gówno mnie to obchodzi! Tylko mam was nie słyszeć! Zrozumiano!
-Ale tak się nie da. Musielibyśmy tylko siedzieć i nic więcej. - powiedział Harold.
-Jak już powiedziałam, w ogóle mnie to nie obchodzi, ale ma być cisza.
                       Miałam dalej kontynuować moje wywody, ale usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwi i po chwili zobaczyliśmy Jonathana.
-Gotowi? - zapytał z uśmiechem przyklejonym na twarzy.
-Tak! - jak dzieci w przedszkola wykrzyknęli wszyscy na raz. Oczywiście oprócz mnie.
-A ty Victorio?
-Tak, jestem gotowa. Chociaż i tak jak dla mnie w ogóle nie musimy tam jechać.
-Już nie narzekaj. Będzie fajnie. - powiedział Zayn przy okazji przyglądając się w swoim lusterku i strojąc różne dziwne miny. Na ten widok podniosłam wysoko brwi i westchnęłam ciężko. Otaczają mnie same debile!
-A wy nie chcielibyście spędzić tych świąt z rodzinami. Przecież tak długo się z nimi nie widzicie, a teraz macie okazję się z nimi spotkać. Wszyscy spędzają święta ze swoimi rodzinami.
-Jak ty się o nas troszczysz, kochanie! - wykrzyknął Harold.
-Nie troszczę się o was po prostu szukam pretekstu do tego, aby się jakoś was pozbyć. Nawet nie waż się do mnie tak mówić!
-Dobrze, kochanie!
-Zamknij się, bo powyrywam ci te kłaki!
-Moje włosy są święte. Pozwalam ci je pogłaskać, ale nie od razu wyrywać. Toż by było straszne. Już widzę te wszystkie fanki ubolewające nad stratą moich cudownych loczków. Zraniłabyś tak wiele osób.
-Gówno obchodzi mnie ile osób bym zraniła. Po prostu zamknij się.
-Zauważyłem, że bardzo często nadużywasz słowa gówno. Nie lepiej zastąpić je określeniem stolec? - powiedział z powagą godną profesora Louis. Moje wargi powstrzymywane od śmiechu zaczęły drżeć, ale nie mogłam tak sługo pociągnąć. Zaczęłam się śmiać jak nienormalna, a razem ze mną wszyscy zebrani. Najwyraźniej mój śmiech był zaraźliwy, bo dopóki ja nie przestałam to reszta też turlała się po ziemi.
-OK. dzieciaki jedziemy, bo nie dotrzemy tam przed północą. - powiedział mój ojciec.
                               Jak na zawołanie cały zespół wybiegł z domu. Z ich krzyków wywnioskowałam, że chcą zając jak najlepsze miejsca. Na dworze trochę się zdziwiłam, bo zobaczyłam małego, srebrnego busa. Wcześniej spodziewałam się, ze pojedziemy dwoma samochodami. Najwyraźniej te dzieciaki były ze sobą tak związane, że nie przetrwałyby tak długiej rozłąki.
-Kupiliście busa? - zapytałam Blacka.
-Nie na razie tylko wypożyczyliśmy, ale kupimy lepszego. Nie martw się.
                                Jace zabrał moje walizki i włożył do bagażnika. Weszłam do busa i rozejrzałam się. Było tu dość sporo miejsca. Na tyle, że człowiek od razu po wejściu nie dostawał klaustrofobii. Niestety nie znajdowało się tu ani jedno pojedyńcze siedzenie. Harold siedział z Louis'em, Zayn z Liam'em. Niall był sam smutno spoglądał na to co dzieje się za oknem. Puste miejsce obok niego, aż parzyło moje oczy. Niestety nie miałam innego wyjścia. Chociaż gdybym miała prawo jazdy. Mogłabym zaproponować, że poprowadzę. Niestety nawet wtedy istniało ryzyko, że nie pozwolą mi, bo nie znałam drogi. Wzdychając podeszłam do blondyna. Widząc, że ktoś się do niego zbliża podniósł wzrok. Widząc moją twarz uśmiechnął się. Zignorowałam to i usiadłam na samym skraju siedzenia - tak aby nawet najmniejszy skrawek naszych ciał nie zetknął się ze sobą.
                                 Oczami wyobraźni widziałam już całą drogę urozmaiconą w ciągłe próby zaprzyjaźnienia się ze mną przez Irlandczyka. Jednak on był na szczęście dzisiaj wyjątkowo milczący. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to to, że pewnie tęskni za rodziną. Cóż przynajmniej nie był sam. Mi też doskwierało to niemiłe uczucie chęci spotkania się z kimś. Tyle tylko, że dla mnie nie była to prawdziwa rodzina, tylko taka przyszywana.
-Dlaczego wolicie spędzić święta ze swoim menagerem, którego widzicie codziennie zamiast z rodziną? - dopiero po chwili zorientowałam się, że powiedziałam to na głos. Mimo to nie zdenerwowałam się zbytnio. To pytanie ciążyło na mnie już od dawna.
-A kto powiedział, że oni nie przyjadą do nas? - zapytał blondyn z tym bezczelnym uśmiechem na twarzy.
-No nikt, ale chyba ty nie mówisz poważnie.
-Czy ja wyglądam jakbym żartował? - dokładnie zlustrowałam jego twarz. Mimo, że na jego ustach nadal przyklejony był ledwo zauważalny uśmiech to jego oczy nie błyszczały tak jak zawsze kiedy się śmieje. Raczej powinnam mu uwierzyć.
-Nie, to ile nas będzie?
-Mama Harry'ego, jego ojczym i siostra. Rodzina Zayn'a, czyli pięć osób. Od Liam'a pojawią się cztery osoby, a od Louis'a sześć.
-Matko! Gdzie się wszyscy tam pomieszczą?
-Nie martw się wszyscy mają w pobliżu rodzinę gdzie będą mogli spać. Do nas przyjdą tylko na kolację.
-A twoi krewni?
-Oni... nie przyjadą.
-Ale dlaczego? 
-Po prostu jest trochę za daleko.
-Tylko dlatego?
-No i jeszcze spędzą kolację w nowym domu u mojego brata i jego żony.
-Przecież ty mogłeś do nich polecieć.
-No tak, ale obiecałem chłopakom, że te święta spędzę z nimi. Mówili, że nie muszę jeśli chcę tam jechać, ale skoro obiecałem, to muszę tego dotrzymać.
-Głupi jesteś wiesz?
-Wiem.
                            Dłużej nie mogłam na niego patrzeć. Byłam światkiem tego jak do jego dziś jasnobłękitnych oczu napływają łzy. Z trudem powstrzymałam się od przytulenia go. Jeśli to w ogóle możliwe nawet ucieszyłam się na widok Harolda.
-Hej, Niall zamień się. - powiedział.
-Nie! - prawie wykrzyknął. Jak na moje oko trochę za ostro.
-OK. Louis właśnie otworzył paczkę tych nowych żelków. Pomyślałem, że będziesz chciał je spróbować. No, ale jak nie to nie będę cię do niczego zmuszał.
-Jeśli kłamiesz, to cię zabiję. - Irlandczyk zaczął wstawać.
-Wiem, że nie byłbyś w stanie. Za bardzo mnie kochasz.
-Haha. Chciałbyś.
-Czego chcesz? - zapytałam.
-Chciałbym potowarzyszyć ci w czasie tej długiej i męczącej jazdy. Tak żeby czas ci szybciej zleciał.
-Wież mi mopogłowy już wolałabym zanudzić się na śmierć niżbym miała spędzić ten czas razem z tobą.
-Ha. Rozgryzłem cię.
-Taaa jasne.
-Na początku zastanawiałem się dlaczego czepiasz się tak moich włosów. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że ty mi ich zazdrościsz. Sama chciałabyś takie mieć.
-Ha ZA NIC W ŚWIECIE!!!!!!!- wydarłam się na całe auto. Wszystkie oczy zostały zwrócone na nas. Zauważyłam nawet zaniepokojone spojrzenie Jonathana w lusterku wstecznym.
-Może jednak zamienię się z Harry'm miejscem? Nie chcę dopuścić do katastrofy. - odparł Liam.
-Nie ma takiej potrzeby. Chyba trafiłem w jej czuły punkt. - powiedział Harold.
-Pfff. Wierz mi bardzo ciężko będzie ci znaleźć mój czuły punkt. I informuję cię, że tu na pewno nie chodzi o twoje włosy. One są takie ohydne, że nawet nie chcę mi się o nich gadać. - słyszałam jak chłopak znów powtarza, że to nie prawda, że skrycie kocham jego włosy, ale postanowiłam się wyłączyć z tego świata. W torebce znalazłam swoje słuchawki i pośpiesznie włożyłam je do uszu. Od razu usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek. Żeby bardziej wczuć się w to co słyszę zamknęłam oczy.

*Ty widzisz, że nawet, kiedy śpię, płonę.
Jedna myśl, daj mi wody.
Pośród mych natchnień, Twoje łzy, słone.
Błagam, napraw mnie

Ukryty w kłamstwach, wobec prawd samych.
Pisząc coś na kartkach starych.
W imię tych ran nowych, które zadaję.
Błagam, napraw mnie!

Czy dasz radę kochać, mimo, że ja
Nie umiem już sam, bez Ciebie wstać?!
Czy dasz radę kochać, mimo Twych ran?!
Nie umiem już sam bez Ciebie wstać?!
                 
                                    Otwierając oczy pomyślałam, że piosenka się skończyła i chciałam przełączyć na następną. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że włączyłam Playlistę. Spojrzałam na zegarek i okazało się, że zasnęłam. Spałam już około czterech godzin. Przetarłam oczy i z uszu wyciągnęłam ciemnozielone słuchawki. Przeciągając się przy tym.
- O widzę, że śpiąca królewna wstała. - odezwał się upierdliwy głos obok mnie. Miałam nadzieję, że to tylko sen. Niestety ten typ nadal siedział obok mnie.
-Nie nazywaj mnie królewną, a tym bardziej śpiącą!
-To może królową śniegu. Tak! To pasuję do ciebie o wiele bardziej. 
-Lepiej się zamknij debilu.
-Oh jak dobrze, że nie nazwałaś mnie sługą.
-Dziękuję bardzo za takiego sługę jak ty.
-No wiem. Trochę za przystojny jestem, ale na księcia idealnie.
-Daleko jeszcze?! - wykrzyknęłam zdesperowana. Mogłam w ogóle się nie budzić.
-Z dziesięć minut! - krzyknął Zayn, chociaż siedział przede mną. 
-Stul pysk i siedź cicho przez te dziesięć minut! - krzyknęłam do Harry'ego, bo dobrze wiedziała, że po dobroci nie zrozumię.
-W końcu się zdecyduj, czy chcesz mnie za księcia, czy sługę. Ja osobiście wolę tą pierwszą opcję. No, bo wiesz te wszystkie szmaty od podłóg i w ogóle. 
-Jakie znów szmaty?
-No, bo jakbyś chciała żebym umył... Dobra nie ważne. - przerwał widząc mój uśmiech.
-Nie przerywaj kontynuuj. 
-Chciałem tylko powiedzieć, że wolę być księciem, bo wtedy mógłbym cię bezkarnie całować. - dostał ode mnie cios w policzek, ale nawet to nie zniechęciło go do ciągłego nawijania. Po dziesięciu minutach moja głowa pękała. W duchu dziękowałam Bogu za to, że przez większość podróży spałam.
                           Za nim jeszcze samochód stanął ja już byłam na nogach. Chciałam stąd wyjść, aby być jak najdalej od tego psychola. Wyszłam z pojazdu i stanęłam jak wryta. To jest niby dom letniskowy!!! Nie jeden człowiek marzy aby w takim mieszkać, a oni sobie wyjeżdżają tu na wakacje i święta. Dom był cały zrobiony z znienawidzonego przeze mnie drewna. Wszędzie było pełno okien, dzięki czemu w środku pewnie było bardzo jasno. Ale nie to mnie zdziwiło tylko jego wielkość. Gdyby jeszcze z dwie rodziny chłopaków nie pojawiłyby się, to spokojnie wszyscy mogliby tu nocować. Podchodząc bliżej ujrzałam wystający za nim kawałek jeziora. Nie było ono jakiś piorunujących rozmiarów, ale do małych nie należało. Przy brzegach można było dojrzeć spore kawałki lodu. Mimo to nie było na tyle zimno, aby środek tez pokrył się tą przeźroczystą taflą. 
-Nie mówiliście, że macie tu jezioro. - powiedziałam nadal z szeroko otwartymi oczami.
-Nie było takiej potrzeby. Przecież i tak nie będziemy się tam kąpać. - powiedział Louis.
-Czemu nie. Gdyby tylko Victoria się zgodziła ze mną pójść to chętnie bym popływał. - odparł Harold.
-Wiesz co? Takie głupie podrywy zachowaj dla swoich rozchichotanych trzynastoletnich fanek, które wpatrzone są w ciebie jak w obrazek. Na pewno byłby zachwycone. Na mnie to niestety nie działa. 
-Uhuhu, ale ci pojechała. Znowu!!! - krzyknął Zayn śmiejąc mu się w twarz. Zaczęli się przepychać. Wywróciłam tylko oczami i odwróciłam się w celu zabrania mojej walizki z rąk Liam'a. 
-Czekaj ja ją wezmę. Przez  ten śnieg trudno będzie ja przenieść. - zaraz jaki śnieg. Zdziwiona spojrzałam na ziemie. Jak mogłam pominąć ten szczegół? Uśmiechnęłam się na widok białego puchu.
-Widzę, że nie tylko ja uważam, że święta bez śniegu to nie święta. - odezwał się Niall. Uniosłam wzrok i uśmiechnęłam się. Kiedy uświadomiłam sobie co robię szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam iść w kierunku domu. Biały puch wesoło skrzypiał pod moimi stopami. Kto by pomyślał, że przez taki mały szczegół potrafię całkowicie stracić panowanie nad sobą.
                               W przeciwieństwie do mojego domu znajdującego się w Polsce tutaj wszystko było z drewna. Powinnam nieźle się wkurzyć, ale bardzo dziwnym trafem spodobało mi się tu. Wnętrze było przepełnione ciepłymi barwami, co było wprost idealne na zimową pogodę. Na sam widok kominka znajdującego się w rogu salonu człowiekowi robiło się cieplej. 
                                 Niczym swojemu niewolnikowi kazałam Liam'owi zanieść moją walizkę na górę gdzie znajdowały się sypialnie. Biedak cały czas czuł poczucie winy wynikające z tego, że zostawił mnie samą w parku, a później zachorowałam. Miałam z tego teraz korzyści. Weszłam do pierwszego lepszego pokoju. Nie miałam najmniejszej ochoty na powtórkę z rozrywki związaną z przebieraniem między pokojami. Mój "sługus" postawił moje rzeczy obok szafy i bez słowa wyszedł. 
                                  Wyczerpana podróżą ledwo doczołgałam się do walizki. Wyciągnęłam z niej luźne dresy oraz podniszczony t-shirt, który przeważnie służył mi jako piżamę. Dokładnie rozejrzałam się po pomieszczeniu i z zadowoleniem znalazłam drzwi prowadzące do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i wytarłam swoje ciało. Przed tym zauważyłam w lusterku, że przytyłam. Nie byłam zbytnio zadowolona z tego faktu, ale też do końca nie miałam pewności, czy na prawdę przybrałam parę kilogramów, czy to tylko kolejny nawrót choroby. Przecież niemożliwe jest to, aby człowiek w tak krótkim czasie przytył około 20 kilogramów, bo na właśnie tyle wyglądałam w lusterku.
                                 Byłam za bardzo zmęczona aby teraz się tym przejmować. Ponownie weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Dokładnie okryłam się miękką, kremową pościelą i zamknęłam oczy. Niestety sen nie chciał długo przyjść. Przed oczami wyraźnie widziałam smutną twarz blondyna i jego zamglone tęczówki. Od początku naszej znajomości wiedziałam, że bardzo tęskni za rodziną. Kiedyś usłyszałam, że nie widział ich już dwa miesiące, a ja już po tygodniu nie mogłam wytrzymać bez obecności Max'a. Moją ostatnią myślą przed snem było: "Jednak mogłam go przytulić".         

*******************************************************************************
*piosenka Lemon - Napraw
 Cześć!
Już wczoraj chciałam wstawić ten rozdział, ale warunki pogodowe mi na to nie pozwalały.
Nie będę podawać wam daty następnego rozdziału, bo choć teraz mam wolne, to przede mną masa różnorodnych prac długoterminowych i sprawdzianów. Jak na złość mam jeszcze 3 sprawdziany do poprawy. Myślę, że to już taki ostatni tydzień, w którym nie będę miała zbytnio czasu. Później obiecuję wam to wynagrodzić :)

 Zapraszam na mojego bloga, na którym nie zamieszczam opowiadania, ale takie moje różne przemyślenia, może akurat was zainteresuję: starlight-inspirations.blogspot.com

Wasze blogi poczytam i skomentuję jutro :D

Dziękuję wam za to, że jesteście <333
    

24 komentarze:

  1. Ja pierdziele! O matko! O matko! O matko!
    Ten rozdział jest taki.......hmmm.......realistyczny i tak pięknie opisany. Normalnie w głowie miałam obraz np. Victorii idącej po tym białym puchu i ten dom, albo Liama niosącego jej walizkę. Wszystko tak genialnie opisałaś, że zapragnęłam świąt Bożego Narodzenia chociaż nienawidzę zimy.
    Czekam na kolejny rozdział i życzę Ci powodzenia ze sprawdzianami! ;) xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne świetne świetne ! Kocham to ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne!
    Jak ty to wszystko świetnie opisałaś!
    Twoje opowiadanie mogłabym czytać w nieskończoność ♥
    Weny i czekam na następny ;*

    u mnie kolejny ;3 http://socanwedoitalloveragain11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, hej. Jestem okropna I KNOW! Nie skomentowałam 2 czy 3 rozdziałów :(. Strasznie mi przykro. Kocham ciebie czytać i cały czas czekam aż dodasz nowy rozdział a mimo to ... eh, szkoda gadać :(. W każdym razie przepraszam i obiecuje poprawę :).
    Ten rozdział był naprawdę smutny :(. Cały rozdział praktycznie wszyscy się kłócili. No ale raz musi być nie fajnie żeby na drugi raz coś zaczęło się jednak układać :). W sumie to nawet super bo nie lubię też jak wszystko jest happy, happy, happy :P heheh.
    Bardzo mi się podobały ich teksty :). Naprawdę uważam, że masz ciekawe pomysły i tylko ci pozazdrościć :PP.
    I ta kłótnia z Harry'm awww <333 Chyba nie mają się ku sobie ale zawsze sobie można pomarzyć, prawda ?:)
    Bardzo lubię Maxa, widać że jest takim prawdziwym przyjacielem :). Chciałabym mieć takiego w swoim otoczeniu. Ah , nie wiem dlaczego ale zwykle Maxowie to dobrzy przyjaciele. W moim opowiadaniu też taki był hahaha :).
    Pisz szybko następny i przepraszam za mój komentarz. Taki trochę nie dopracowany, nie to co twój rozdział hehe :D
    Kocham <333

    OdpowiedzUsuń
  5. to było GENIALNE ;D kocham ten rozdział i z niecierpliwością czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. zakochana w Niallu ?? cieszę się z tego ^^ może kiedyś będą razem ?? czekam na następny ^^ wpadaj: http://onedirectionwmoimzyciu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. zajebisty rozdział, jesteś niesamowita . czekam na coś więcej pomiędzy główną bohaterką i Niallem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak słodko <3 mimo, że cały czas się kłócili to było takie urocze.
    Mogłabym czytać Twoje opowiadania cały czas, są idealne... WENY :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej. Świetny rozdział (jak zawsze). Mam nadzieję, że ten wyjazd zmieni podejście Victorii do chłopaków. Chyba w głębi serca zaczyna coś czuć do Nialla, ale nie chce się do tego przyznać.
    Piszesz super, masz wielki talent. Po każdym rozdziale czuję niedosyt - JA CHCĘ WIĘCEJ !! Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę dużo weny. Pozdrawiam, Maarit :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś przeczuwam, że zrobisz jakąś akcję na tym wyjeździe ^.^ No nic trzeba poczekać, ale jestem strasznie ciekawa co się będzie działo, więc weny i czasu życzę ;x

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze zajebista treść. Po drugie odpowiednio długi jak lubię :) Dawaj szybko następny. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny. Niech pokaże swoje prawdziwe Ja. Czekam na nexta <3:*

    OdpowiedzUsuń
  13. Mmmmm, jaki zajebisty, Boziu. ♥
    Strasznie mi szkoda Niall'a przez to, że tylko jego rodzina nie przyjedzie na święta. Ehh, jestem za bardzo wrażliwa jeśli chodzi o blondasa, naprawde :c
    Ale dla Tori to też będą trudne święta, so... Pewnie się do siebie zbliżą! :D
    Uhuhu, nie mogę się doczekać nexta! ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham styl w jakim piszesz, cały rozdział przeczytałam z uśmiechem na twarzy. Szkoda mi troszę Nialla no ale cóż nie łatwo jest poskromić złośnice./Add

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny rozdział, z resztą jak zawsze :)
    Uwielbiam twojego bloga <3

    http://closertotheedge1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Owww ;D
    Cuuudny ;D
    Podoba mi sie ;>
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam Bella♥

    http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Nial i Tay <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Oooo :-D ale slodki rozdzial :-*

    OdpowiedzUsuń
  19. Kurdę ... Nie wiem co napisać . :( Brak mi słów ... To jest cudowne . Momentami smutne a momentami zabawne . To w tym opowiadaniu lubię . :) Czekam z niecierpliwością na następny rozdział . xx + zapraszam do mnie :

    http://last-first-kiss-xx.blogspot.com/ - pojawił się prolog. :)

    http://live-while-we-are-young-xoxo.blogspot.com/ - już niedługo V rozdział . :)

    Pozdrawiam . xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. Podoba mi się Twój styl pisania i mam nadzieję, że następny rozdział będzie tak samo fantastyczny jak ten ;)

    Dangerous Darkness

    OdpowiedzUsuń
  21. Awwww
    genialny <3

    my-judgement-is-clouded-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepraszam , że nie skomentowałam wcześniej , ale miałam problemy z siecią , potem format komputera i jeszcze ta pogoda ',' . Dłuższy komentarz dodam w next dziale bo muszę nadrobić to co straciłam . Kuźwa tak mi brakowało twojego blogu przez te dni +,+ . Teraz już wiem , że niesamowicie mnie wciągnęłaś kocie :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz, to bardzo wiele dla mnie znaczy xx